fbpx
Connect with us

Zdrowie

„Czekam na wynik Covid” – swoją drogę do wyniku opisuje w liście do naszej redakcji pani Anna

Ewelina Mielecka-Stankiewicz

Opublikowano

w

Na prośbę pani Anny, publikujemy nadesłany do naszej redakcji list dotyczący drogi do uzyskania wyniku testu na koronawwirusa. Jak podkreśla pani Anna, treść listu ma uświadomić społeczeństwu, że sami jako obywatele musimy brać odpowiedzialność, jeśli nie chcemy by wirus przejął kontrolę.


Jestem zdrowa, silna, wysportowana, z wysoką odpornością, nosząca maseczkę i pilnująca wszelkich zasad bezpieczeństwa.

W połowie października zaczęłam odczuwać objawy, które przypominały zapalenie zatok. Silny ból w okolicy nosa, czoła, a do tego ogromna suchość śluzówek. Trochę mnie to zdziwiło, bo od 1,5 roku odkąd mieszkam na wsi, otoczona lasem i oddychająca świeżym powietrzem nie miałam grypy a o chorobach zatok już dawno zapomniałam. Na tamtą chwilę pomyślałam sobie, że ta dziwaczna suchość śluzówek to pewnie efekt rozpoczęcia okresu grzewczego.

            Dwa dni później ból głowy był jeszcze większy, trudny do wytrzymania. Stronię od leków przeciwbólowych, ale siła bólu sprawiła, że poczułam, że bez nich już się nie obędę. I tu się przekonałam, że tabletki przeciwbólowe są bezskuteczne. Ból się praktycznie nie zmniejszał.

Z godziny na godzinę z młodej osoby pełnej energii stawałam staruszką, którą bolał każdy krok. Wejście po schodach do sypialni powodowało zmęczenie jak zdobycie czterotysięcznika w Alpach. Po takim wysiłku potrzebowałam po prostu usiąść i odpocząć.

            Czwartego dnia podczas jedzenia obiadu zamiast przyjemnego smaku poczułam odrzucającą gorycz. Tego samego dnia podczas kąpieli zdałam sobie sprawę, że mój lawendowy żel pod prysznic już nie pachnie. Z przerażeniem zrobiłam testy zapachowe po których okazało się, że suszony rozmaryn, chrzan, płyn do dezynfekcji, ani domestos nie mają zapachu. To był moment w którym podjęłam decyzję, że następnego dnia nie jadę do pracy i że muszę zamknąć się w domu, aby w razie czego nikogo nie zarazić.

            Piąty dzień to czas totalnego braku sił, jedyne o czym marzyłam to sen. W tej słabości, był to też dzień szukania pomocy. Wykonałam liczne telefony w tym też do osób z którymi miałam kontakt, aby uważali i trzymali dystans. Część z nich po prostu się zaśmiała, mówiąc że nie ma się czego bać. Inni okazali złość, bo Covid i kwarantanna im mocno nie na rękę. Tego dnia poczyniłam też próbę zapisania się na teleporadę. Próba, gdyż po zmianie miejsca zamieszkania musiałam zmienić placówkę i lekarza prowadzącego. Doktor Google i informacja z przychodni podpowiadali, że wystarczy zarejestrować się na pacjent.gov, korzystając z profilu zaufanego, tam będzie można dokonać wszelkich zmian.

Zadowolona z ułatwienia, zabrałam się do tego bez namysłu. No i tu zaczęły się schody, system okazał się mocno przeciążony, 3 próby zakończone fiaskiem. Przy czwartej niby się udało. Dostałam maila z potwierdzeniem zmiany deklaracji. Zadzwoniłam więc do nowo wybranej przychodni w celu rejestracji na teleporadę. Bardzo miła Pani rozpoczęła proces rejestracji, ale okazało się, że po jakiś 5 godzinach od zmiany placówki na pacjent.gov oni dalej nie mają mnie w systemie, więc nie mogą mnie zarejestrować. Weszłam więc ponownie na profil, okazało się, że tam też mimo potwierdzenia mailowego dalej mam przypisaną starą krakowską przychodnię. Wykonałam próbę wyboru placówki ponownie, znów z pozornym sukcesem, czyli mail potwierdzający, ale w systemie dalej widniało to samo. W punkcie Drive Thru dalej bez możliwości rejestracji. Skończyło się na klasycznej deklaracji, którą pobrałam ze strony przychodni, wypełniłam ręcznie i wysłałam skan.

Tu okazało się, że system nie działa tak jak nam się go przedstawia i reklamuje. To tylko strata czasu i nerwów. Omijając system pacjent.gov udało mi się zamówić teleporadę na poranek kolejnego dnia.

            W środę rano po godzinie ósmej zadzwonił doktor. Szybka konsultacja po, której dostałam numer zlecenia na badanie refundowane przez NFZ w kierunku Covid 19. Jedno co mnie zdziwiło, to brak informacji o tym co z zachowaniem bezpieczeństwa. Okazało się, że do wyników testu, nie mam narzuconej kwarantanny i teoretycznie mogę robić co mi się podoba. Z własnej woli podjęłam osobistą kwarantannę.

            Kolejny krok po teleporadzie i uzyskaniu zlecenia na test to szukanie miejsca, gdzie pojadę na jego wykonanie. Doktor zaproponował, aby zarejestrować się na badanie w Dobczycach, więc zadzwoniłam do rejestracji na Drive Thru, termin jaki otrzymałam to sobota około południa (4 dni). Oczywiście w czasie oczekiwania n badanie i wynik nie jest się objętym kwarantanną (jakieś 6 dni)

            Mój pracodawca, dzwonił do sanepidu, aby dowiedzieć się jakie kroki podjąć i jemu również potwierdzono informację, że dopłukinie będzie wyniku mojego testu nie ma żadnych obostrzeń.

Czyli na logikę, przez najbliższe 6 dni można rozsiewać dalej.

Całe szczęście ja i mój pracodawca mamy swoje rozumy i zaczęliśmy wprowadzać sami na własną rękę zasady ograniczania kontaktu.

            Jeszcze w środę podjęłam decyzję, że nie chcę czekać z badaniem do soboty, więc pojechałam do punktu pobrań wymazów w Myślenicach. Przy szpitalu w Myślenicach wymazy na Covid 19 są robione bez rezerwacji, zajmuje się kolejkę i się czeka na swoją kolej.

Badania w środę były prowadzone od godz. 12 do 16. Na miejscu byłam już po 10. Przede mną oczekiwało jakieś 45 osób za mną jeszcze około 60. Nikt nie pilnuje kolejki, nikt o niczym nie informuje, ludzie w niej stojący maja maseczki, ale dystansu brak, większość stoi, ktoś co chwile kuca lub siada na krawężniku ze zmęczenia. Wśród nas wiele ludzi młodych ale są i ludzie starsi dobrze po sześćdziesiątce. Pomyślałam sobie jak dobrze, że dziś jest w miarę ciepło i nie pada, bo jakby było inaczej to można by było jeszcze bardziej się pochorować. Całe szczęście po rozpoczęciu badań po 12 kolejka szła już szybko. W kolejce stałam w sumie około 4 godzin. Widoki towarzyszące były dość przytłaczające między innymi dwóch panów w kombinezonach wychodzących z oddziału zakaźnego z wielką metalową trumną, pędzący w stronę prosektorium. Miny tłumu były w tym momencie jednoznaczne, wszyscy patrzyliśmy na siebie ze smutkiem i zamysłem w oczach. Między czasie słychać rozmowy w tłumie, że kolega, koleżanka już mieli te objawy, że już ich nie mają, albo dalej mają, ale nie wierzą w Covid więc badań nie robili. Rozmyślałam o tym, że wśród moich znajomy jest podobnie, wielu z nich z racji niewiary w istnienie Covida mimo, iż mieli objawy nie przeszli badania, nie poszli na kwarantannę i po prostu chodzili do pracy, czy do sklepu i zarażali.

            Tak minęły 4 godziny oczekiwań aż weszłam do pomarańczowego namiotu wymazowego.

W środku dwie Panie ubrane w kombinezony, pracujące szybko i bez wytchnienia jak dwie małe mróweczki. Jedna zajmowała się papierami a druga robiła badanie. Czas jaki spędziłam w namiocie to jakieś 40 sekund. „Proszę siadać, zdjąć maskę” Potem patyczek włożony do gardła i informacja: „Wyniki za 2 do 3 dni na portalu pacjent.gov, następny proszę !”

            Po drodze do domu mogłam pojechać na zakupy, spotkać się ze znajomymi i robić co mi się żywnie podoba. Nikt mi niczego nie zakazał. Weszłam do apteki po leki przeciwbólowe, jakie zalecił lekarz. W aptece miałam maseczkę na twarzy, ale widząc małżeństwo bez maseczek z noworodkiem w nosidełku, wycofałam się. Poczekałam, aż wyjdą, zdawałam sobie sprawę z niebezpieczeństwa jakie stwarzam.

            Po wyjściu z apteki pojechałam prosto do domu. Po głowie krążyły mi myśli jak wielu ludzi, po badaniach w oczekiwaniu na wynik nie trzyma kwarantanny, jak wielu nie robi testów i mimo objawów chodzi do pracy i spotyka się z ludźmi. Jak dziurawy jest cały system, który przedstawiany jest przez włodarzy jako świetnie działający. Ogarnia mnie ogromny smutek i przerażenie.

            Minęła doba od badania, dalej czekam w domowej „samowolnej” kwarantannie na jego wynik.

            Te doświadczenia pokazały mi, że jedyne co możemy zrobić, aby nie rozprzestrzeniać choroby to mieć własny rozum, nie czekać na informacje z sanepidu, czy systemu pacjent.gov.

Każdy z nas ma wpływ na to jak rozprzestrzenia się wirus. Na logikę to nie sanepid, czy platforma informatyczna zaraża i rozprzestrzenia chorobę a my sami. Dlatego zachęcam Was wszystkich do odpowiedzialnej postawy i nie czekanie na odgórne wytyczne, które pojawiają się po kilku dniach od badania. To zbyt długo, by zatrzymać chorobę,

Od nas samych zależy jak bardzo rozprzestrzeni się wirus i ilu ludzi jeszcze będzie musiało stracić życie.


Dziennikarz, zarówno z zawodu jak i z zamiłowania. Od zawsze aktywnie zainteresowana szeroko pojętą komunikacją społeczną i działaniem w jej obrębie. Prywatnie, żona, matka, pasjonatka historii i mody, ceniąca sobie przede wszystkim szczerość i życie w zgodzie ze swoimi zasadami.

Wydarzenia

Styczeń 2021
PWŚCPSN
     1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
« Gru   Lut »

youtube

Najczęściej czytane